Spis treści

Któregoś dnia córka Janki powiedziała zdecydowanie: jeśli jesteś chora, musisz skorzystać z pomocy lekarza. Przedtem już umówiła matkę na wizytę. Nie oponowała.
- Rzuca mną strasznie w poczekalni - wspomina - nie mogę się utrzymać na krześle. Potem w gabinecie lekarskim to samo. - Strasznie panią telepie, co to jest? - pyta mnie, ironizując, młodziutki lekarz. A ja na to: spać nie mogę, mam nerwicę, tylko alkohol mi pomaga. On na to: musi pani przestać pić i kropka. Pomyślałam natychmiast: gówniarzu, co ty wiesz o życiu. Zirytował mnie. Wkrótce po tej wizycie udałam się do renomowanego lekarza, profesora (zapłaciłam za wizytę straszne pieniądze), który zlecił mi szczegółowe badania. Gdy poszłam do niego potem z wynikami, przejrzał je dokładnie, ale alkoholizmu się w nich nie dopatrzył. Natomiast ja sama już byłam prawie pewna, że jestem alkoholiczką. Co mnie w sobie niepokoiło najbardziej?
Otóż, zwykle w roku utrzymywałam bez problemu tygodnie całkowitej abstynencji.
Dla mnie Wielki Post był święty, sierpień był święty i Adwent był święty. Tymczasem zdarzyło się, że cały post przepiłam, w sierpniu sobie nie żałowałem i przez cały Adwent również. A przecież myślałam, że jestem wiarą silna, że chcieć to móc. Co więcej, przed komunią ukochanego bratanka, chrześniaka, z młodszym bratem całą noc piłam. Podczas uroczystości kościelnych trzęsłam się jak galareta. Potem przy stole, siedząc na honorowym miejscu, raz po raz dawałam plamę, wszystko leciało mi z rąk. Brat mnie tłumaczył: „za ciężko pracujesz". - Dam ci kielicha - zdecydował - przejdzie ci. No i mi przeszło.
Te wydarzenia spowodowały ostatecznie, że poszłam po rozum do głowy: ze wszystkim sobie zawsze radziłam, ale z alkoholem jednak sama sobie nie poradzę.
Zadzwoniłam do księdza. Ksiądz odmówił spotkania. Nie dziwiłam się zresztą, bo bełkotałam przez telefon. Wreszcie, z rozpaczy, w ósmym dniu picia, usmarkana zadzwoniłam do Telefo-nu Zaufania. Dali mi numer do stowarzyszenia abstynenckiego. Zadzwoniłam. - Proszę przyjść, ale bez chuchu, na spotkanie z Wojtkiem w poniedziałek - usłyszałam. Nie pasowało mi to; jak bym mogła wytrzymać do poniedziałku, to bym nie dzwoniła w piątek. Jakoś jednak przeżyłam te trzy dni. Poszłam pod wskazany adres, ale nie chciałam rozmawiać z Wojtkiem. Ja, wielka bizneswoman, chciałam rozmawiać z dyrektorem. Wyszła terapeutka - urocza osoba - i oznajmiła: tu dyrektorów nie ma.
Wojtek zabrał mnie do swojego gabinetu i - gdy wypełniałam formularze dotyczące rodziców i dziadków - po krótkiej rozmowie zalecił abstynencję i udział w mityngu AA. - Mityng? - dziwiłam się. - Tego jeszcze nie było, każą mi może biegać, skakać?

test offcanvas

test offcanvas

©2015-2020 Gabinet Terapii Uzależnień PRO-Intra

Free Joomla! templates by Engine Templates

Używamy cookies, aby poprawić naszą stronę internetową oraz ułatwić Użytkownikom korzystania z niego. Cookies wykorzystywane do istotnego działania tej strony zostały już ustawione. Aby dowiedziec sie wiecej o plikach cookie, ktorych uzywamy i jak je usunac, zobacz nasza Polityka Prywatnosci.

  Akceptuje ciasteczka z tej strony.
EU Cookie Directive Module Information